Czy jak ktoś zabił kogoś w OBRONIE WŁASNEJ to pójdzie do piekła za to zabójstwo ? 2011-05-08 17:18:50 Jak w dawnych czasach ludzie walczyli na wojnie i zabijali innych w obronie ojczyzny i ginęli , to szli do piekła , bo zabili tyle osób , czy do nieba , bo bronili ojczyzny ? .,. 2012-05-27 21:00:13
Zobacz 21 odpowiedzi na pytanie: Znasz kogoś kto zabił człowieka? Pytania . Wszystkie pytania; Sondy&Ankiety; Kategorie . Szkoła - zapytaj eksperta (1778)
Wtedy grupa jego podopiecznych w SS liczy już ponad pięćdziesiąt tysięcy osób. Heinrich Himmler był szefem SS, Gestapo, Komisarzem Rzeszy do spraw Umacniania Niemieckości i ministrem spraw wewnętrznych w nazistowskich Niemczech. 23 maja mija kolejna rocznica śmierci prawej ręki Adolfa Hitlera i jednego z największych zbrodniarzy w
Ukrywane sprawy gwałtów wstrząsnęły mną najbardziej". — Jest wiele osób, które przestają wierzyć w to, co głoszą świadkowie Jehowy, ale oficjalnie w dalszym ciągu do nich należą, bo boją się utraty kontaktu ze znajomymi, przyjaciółmi, a nawet rodziną — mówi nam Andrzej. Z byłym świadkiem Jehowy rozmawiamy o tym, jak
Czy Achilles żałował, że zabił Hektora? sty 2, 2023. Widział w Hektorze brata, ponieważ wspólnie wyznawali najważniejsze wartości. I zabił go. Achilles zapewne mógł czuć, że zabił się z powodu, który z tej perspektywy mógł wydawać się absurdalny…. Stąd łzy i stąd słowa „wkrótce się spotkamy, mój bracie”.
Jacek Lepiarz. 09.11.2018. 80 lat temu w Niemczech doszło do masowych napaści na Żydów. Wystawa w muzeum Topografia terroru w Berlinie ukazuje kulisy krwawych zajść w listopadzie 1938 r
. Łączna liczba cywilów zabitych przez Niemców - około 11 milionów - jest z grubsza taka, jak dotąd przyjmowano. Jednak łączna liczba cywilów zabitych przez Sowietów jest znacząco niższa niż uważaliśmy... To powiedziawszy, trzeba przyznać, że kwestia motywacji i okoliczności jest bardziej złożona niż kiedyś sądzono. W drugiej połowie XX wieku Amerykanów uczono, by postrzegali zarówno hitlerowskie Niemcy jak i Związek Radziecki jako największe zło. Hitler był gorszy, ponieważ jego reżim doprowadził do bezprecedensowego horroru Holokaustu - próby wyeliminowania całego narodu na podstawie przesłanek rasowych. Jednak Stalin także był gorszy, ponieważ jego system zabił znacznie, znacznie więcej ludzi - niektórzy mówili o dziesiątkach milionów - w przepastnych pustkowiach Gułagu. Przez dziesięciolecia, a nawet dzisiaj, przekonanie o różnicy pomiędzy tymi dwoma reżimami - jakości kontra ilości - stanowiła podstawę dla polityki pamięci. Nawet historycy Holokaustu generalnie przyjmowali za oczywiste, że Stalin zabił więcej ludzi niż Hitler. Musieli się w związku z tym mocno wysilać, by podkreślić specjalny charakter Holokaustu, ponieważ to w związku z nim hitlerowski reżim był gorszy niż stalinowski. Dyskusja o liczbach może zamknąć nam oczy na straszliwy, osobisty charakter każdego zabójstwa i fundamentalną tragedię każdej śmierci. Dla każdego, kto utracił ukochaną osobę różnica pomiędzy zerem a jedynkąjest nieskończonością. Trudniej nam jednak pojąć, że ta sama prawda dotyczy różnicy pomiędzy, powiedzmy, i - a takie są ostatnie szacunki dotyczące liczby ludzi zamordowanych w Treblince. Wielkie liczby mają znaczenie, ponieważ są akumulacją małych liczb: konkretnie poszczególnych, cennych ludzkich istnień. Dziś, w dwie dekady po otwarciu wschodnioeuropejskich archiwów i dzięki pracy wielu naukowców z Niemiec, Rosji, Izraela i innych krajów, możemy rozstrzygnąć kwestię liczb. Łączna liczba cywilów zabitych przez Niemców - około 11 milionów - jest z grubsza taka, jak sądziliśmy. Jednak łączna liczba cywilów zabitych przez Sowietów jest znacząco niższa niż uważaliśmy. Wiemy, że Niemcy zabili więcej ludzi niż Sowieci. To powiedziawszy, trzeba przyznać, że kwestia jakości jest bardziej złożona niż kiedyś sądzono. Masowe zabójstwa w ZSRR miały niekiedy motywacje, w szczególności narodowe lub etniczne, zaskakująco bliskie hitlerowskim. Okazuje się, że z wyłączeniem lat wojny znacząca większość ludzi, którzy trafili do Gułagu, wyszło z niego żywych. Sądząc po radzieckich archiwach, do których teraz mamy dostęp. liczba ludzi, którzy zmarli w Gułagu w latach 1933-1945, kiedy zarówno Stalin i Hitler byli przy władzy, wynosiła około miliona, być może nieco więcej. Łączna liczba w całym okresie stalinowskim waha się zapewne między dwoma a trzema milionami. Wielki Terror i inne akcje eksterminacyjne pochłonęły nie więcej niż milion ofiar, a zapewne trochę mniej. Największą katastrofą humanitarną Stalinizmu był głód z lat 1930-1933, w czasie którego zmarło ponad pięć milionów ludzi. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Z zagłodzonych około 3,3 miliona było mieszkańcami sowieckiej Ukrainy, którzy zmarli w latach 1932-33. Byli ofiarami celowej polityki eksterminacji, związanej z narodowością. Na początku lat 30-tych Stalin ogłosił zamiar "likwidacji" kułaków jako klasy, tak by państwo przejęło kontrolę nad rolnictwem i mogło wykorzystać wygenerowany tam kapitał do budowy przemysłu. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało zastrzelonych przez radziecką policję, a setki tysięcy deportowanych. Ci którzy pozostali stracili swoją ziemię i często cierpieli głód, ponieważ państwo rekwirowało żywność na eksport. Pierwszymi ofiarami głodu byli nomadowie w Kazachstanie, gdzie zmarło 1,3 miliona ludzi. Głód rozszerzył się na Rosję i osiągnął swój szczyt na Ukrainie. Stalin rekwirował zboże na Ukrainie, wiedząc że taka polityka pociągnie za sobą milionowe ofiary. Obwiniając Ukraińców za klęskę własnej polityki nakazał serię rozwiązań - takich jak zamknięcie granic republiki - które musiały przynieść masową śmiertelność. W 1937 roku, kiedy jego wizja modernizacji zawiodła, Stalin uruchomił Wielki Terror. Ponieważ dziś mamy dostęp do rozkazów i wyroków śmierci, których nie mieliśmy tak długo, jak istniał ZSRR, wiemy, że liczby ofiar nie można liczyć w milionach. Wiemy również, że już na początku lat 30-tych głównymi ofiarami byli chłopi, z których wielu przetrwało głód i obozy. Najwyższe władze radzieckie w latach 1937-38 skazały na śmierć w ramach "Operacji Kułak" osób. Innymi głównymi "wrogami" byli ludzie przynależący do mniejszości narodowych, których można było łączyć z państwami graniczącymi ze Związkiem Radzieckim. Około 247 tys. obywateli zostało rozstrzelanych przez NKWD w ramach czystek etnicznych. W największej z nich, "Operacji Polskiej", która rozpoczęła się w sierpniu 1937 roku, zabito osób oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Polski. Łącznie podczas Wielkiego Terroru zabito osób, do czego dodać należy zapewne kilkaset tysięcy dalszych obywateli radzieckich, zamordowanych w mniejszych akcjach. Łączna liczba cywilów zabitych w czasach stalinizmu, oscylująca wokół sześciu miliardów, jest oczywiście przerażająco wysoka. Jest jednak znacznie mniejsza niż 20 milionów lub więcej, o których mówiliśmy przed uzyskaniem dostępu do źródeł radzieckich. Jednocześnie dowiedzieliśmy się, że motywy tych morderstw były czasami znacznie bardziej narodowe, albo nawet etniczne, niż zakładaliśmy. W istocie to Stalin, a nie Hitler, przeprowadził pierwsze czystki etniczne w międzywojennej Europie. Do II wojny światowej reżim Stalina był zdecydowanie bardziej krwawy. Hitlerowskie Niemcy zaczęły zabijać na skalę sowiecką dopiero po zawarciu Paktu Ribbentrop-Mołotow latem 1939 roku i wspólnej, niemiecko-radzieckiej inwazji na Polskę we wrześniu owego roku. Pomiędzy rokiem 1939 a 1941 zabitych zostało około 200 tys. polskich cywilów, a odpowiedzialność pomiędzy oba reżimy rozkłada się mniej więcej po połowie. Dane te obejmują około 50 tys. polskich obywateli zastrzelonych przez niemieckie siły bezpieczeństwa i żołnierzy jesienią 1939 roku, polskich obywateli zamordowanych wiosną 1940 roku przez NKWD w Katyniu i polskich obywateli, pospiesznie wymordowanych przez NKWD, kiedy Hitler zdradził Stalina i Niemcy zaatakowały ZSRR. Przy okazji wojny i okupacji Polski reżim hitlerowski mordował również upośledzonych i innych uznanych za nieprzystosowanych. W tym zakrojonym na wielką skalę programie "eutanazji" zginęło osób. To w ramach tej polityki duszenie dwutlenkiem węgla stało się podstawową techniką zabijania. Oprócz liczby zabitych pozostaje kwestia intencji. Większość masowych morderstw w Związku Sowieckim miała miejsce w czasach pokoju i miała bliższy lub dalszy związek z ideologiczną wizją modernizacji. Niemcy ponoszą główną odpowiedzialność za wojnę i zabijanie cywilów niemal wyłącznie w związku z praktyką rasistowskiego imperializmu. Niemcy najechały na Związek Radziecki z rozbudowanym planem kolonizacji. Trzydzieści milionów radzieckich obywateli miało zostać zagłodzonych, a kolejne dziesiątki milionów zastrzelonych, deportowanych, sprowadzonych do rangi niewolników lub zasymilowanych. Takie plany, choć niezrealizowane, zapewniały uzasadnienie dla najkrwawszej okupacji w historii świata. Niemcy umieszczali radzieckich jeńców wojennych w obozach głodowych, gdzie 2,6 miliona umarło z niedożywienia, a kolejne pół miliona (przede wszystkim radzieccy Żydzi) zostało rozstrzelanych. Milion radzieckich obywateli zmarło z głodu podczas oblężenia Leningradu. W ramach "akcji odwetowych" za działania partyzanckie Niemcy zabili około cywili w masowych egzekucjach, w większości Białorusinów i Polaków. Pod koniec wojny Sowieci zabili dziesiątki tysięcy ludzi we własnych "akcjach odwetowych", w szczególności w państwach bałtyckich, na Białorusi i Ukrainie. W radzieckich obozach zmarło około niemieckich żołnierzy. Hitler doszedł do władzy z zamiarem eksterminacji Żydów w Europie. Wojna na wschodzie pokazała, że można to osiągnąć poprzez masowe zabójstwa. W ciągu kilku tygodni od ataku Niemiec (i ich fińskich, rumuńskich, węgierskich, włoskich i innych sojuszników) na ZSRR, Niemcy z lokalną pomocą wymordowali prawie wszystkich Żydów. Do grudnia 1941 roku, kiedy Hitler ogłosił, że chce zabić wszystkich Żydów, zapewne milion z nich już nie żyło na okupowanych terenach radzieckich. Większość została zastrzelona, ale tysiące zagazowano również w specjalnie przystosowanych do tego samochodach. Od 1942 roku dwutlenek węgla był stosowany w fabrykach śmierci w Chełmnie, Bełżcu, Sobiborze i Treblince do zabijania polskich i niektórych innych europejskich Żydów. Kiedy Holokaust rozszerzył się na resztę okupowanej Europy, inni Żydzi byli zagazowywani za pomocą cyjanowodoru w Auschwitz-Birkenau. Ogólnie Niemcy, z pomocą ludności lokalnej, z premedytacją wymordowali około 5,4 miliona Żydów, z czego blisko 2,6 miliona przez zastrzelenie i 2,8 miliona przez zagazowanie (około miliona w Auschwitz, 780,863 w Treblince, 434,508 w Bełżcu, około 180,000 w Sobiborze, 150,000 w Chełmnie, 59,000 w Majdanku, a dużą część reszty w przenośnych komorach gazowych w okupowanej Serbii i Związku Sowieckim). Kolejne kilkaset tysięcy Żydów zmarło podczas deportacji do gett, albo z głodu i chorób w samych gettach. Kolejnych Żydów zostało zamordowanych przez sojusznika Niemiec - Rumunię. Większość ofiar Holokaustu było przed wojną obywatelami polskimi lub radzieckimi (odpowiednio 3,2 miliona i milion). Niemcy zabili również ponad Romów. Łącznie Niemcy zabili z premedytacją około 11 milionów cywilów. Liczba ta wzrasta do ponad 12 milionów, jeżeli doliczy się do tego przypadki śmierci przy okazji deportacji, z głodu i wyroków śmierci wydanych w obozach koncentracyjnych. W Związku Radzieckim w okresie stalinowskim analogiczne dane wahają się od sześciu do dziewięciu milionów. Liczby te oczywiście mogą ulec rewizji, ale jest bardzo mało prawdopodobne, by konsensus zmienił się tak radykalnie, jak to miało miejsce po otwarciu wschodnioeuropejskich archiwów w latach 90-tych. Ponieważ Niemcy zabijali głównie na ziemiach które potem znalazły się za Żelazną Kurtyną, dostęp do źródeł wschodnioeuropejskich był niemal równie ważny dla naszego nowego zrozumienia hitlerowskich Niemiec, co badań nad samym Związkiem Sowieckim. (Hitlerowski reżim zabił w przybliżeniu niemieckich Żydów). Oprócz braku dostępu do archiwów, dlaczego tak myliliśmy się w naszych wcześniejszych założeniach? Jednym z wytłumaczeń jest Zimna Wojna. Nasze wojenne i powojenne sojusze wymagały w końcu pewnej dawki moralnej i historycznej elastyczności. W 1939 roku Niemcy i Związek Radziecki byli wojskowymi sojusznikami. Do końca 1941 roku, kiedy Niemcy zaatakowały Związek Radziecki a Japonia Stany Zjednoczone, Moskwa w efekcie zamieniła Berlin na Waszyngton. W 1949 roku doszło do ponownej zamiany sojuszów; Stany Zjednoczone w ramach NATO stanęły z Republiką Federalną Niemiec przeciwko Związkowi Radzieckiemu i jego wschodnioeuropejskim sojusznikom, w tym Niemieckiej Republice Demokratycznej. Podczas Zimnej Wojny Amerykanom było czasami trudno szczegółowo rozpatrywać występki Nazistów i Sowietów. Hitler spowodował Holokaust, ale Niemcy były teraz naszymi sojusznikami. Stalin także zabił miliony ludzi, ale niektóre z najgorszych momentów, które miały miejsce przed wojną, zostały zbagatelizowane przez amerykańską propagandę wojenną, kiedy byliśmy po tej samej stronie. Utworzyliśmy sojusz ze Stalinem dokładnie po zakończeniu najbardziej krwawych lat jego reżimu, a z Zachodnimi Niemcami w kilka lat po Holokauście. W tej sytuacji zapewne nie powinno dziwić, że taki klimat intelektualny sprzyjał pewnym kompromisom w ocenie zła wyrządzonego przez Hitlera i Stalina - którzy w istocie byli gorsi niż się wydawało - i że stały się one obiegową prawdą. Nowa analiza liczb jest, oczywiście, tylko częścią porównania i sama w sobie niesie nowe pytania dotyczące zarówno ilości jak i jakości. Jak liczyć ofiary działań wojennych podczas II Wojny Światowej w Europie, nie uwzględnione tutaj? To była wojna, której Hitler chciał, więc Niemcy ponoszą główną odpowiedzialność; Wojna zaczęła się jednak od niemiecko-radzieckiego sojuszu i wspólnej inwazji na Polskę w 1939 roku. Gdzieś niedaleko stalinowskich rachunków musi leżeć 30 lub więcej milionów Chińczyków, zagłodzonych podczas Długiego Marszu, kiedy to Mao zapragnął powtórzyć stalinowski model kolektywizacji. Specjalnego wymiaru hitlerowskiego rasizmu nie osłabia obserwacja, że motywacje Stalina były czasami narodowe lub etniczne. Pokłady zła sięgają po prostu coraz głębiej. W moim odczuciu najbardziej fundamentalnym podobieństwem dwóch reżimów nie jest ideologia, lecz geografia. Biorąc pod uwagę, że hitlerowcy i stalinowcy zabijali w tych samych miejscach, na terenach położonych pomiędzy Berlinem i Moskwą, i że w różnych okresach byli rywalami, sojusznikami i wrogami, poważnie musimy rozważyć możliwość, że śmierć i zniszczenie szerzone na terenach pomiędzy nimi były ich wspólną odpowiedzialnością. Co możemy, dla przykładu, wywnioskować z faktu, że ziemie które najbardziej ucierpiały podczas wojny, były okupowane nie raz i nie dwa, ale trzy razy: przez Sowietów w 1939, Niemców w 1941 i ponownie przez Sowietów w 1944? Holokaust rozpoczął się, kiedy Niemcy sprowokowali pogromy w czerwcu i lipcu 1941 roku, w których zginęło około Żydów, na terytoriach anektowanych przez Sowietów niespełna dwa lata wcześniej. Hitlerowcy i tak planowali wymordować Żydów, ale wcześniejsze zabójstwa dokonywane przez KNKWD z pewnością ułatwiły lokalnej ludności usprawiedliwienie własnego udziału w takich kampaniach. Jak napisałem w książce "Krwawe ziemie: Europa pomiędzy Hitlerem a Stalinem", w których omówiłem wszystkie główne zbrodnie popełnione przez Hitlerowców i Sowietów, widzimy, że nawet podczas wojny niemiecko-radzieckiej można dostrzec epizody, w których jedna strona zbijała więcej, ponieważ była prowokowana lub w pewnym sensie wspierana przez drugą. Niemcy wzięli tylu rosyjskich jeńców między innymi dlatego, że Stalin nakazał swoim generałom, by się nie cofać. Niemcy zastrzelili tylu cywili po części dlatego, że radzieccy partyzanci celowo prowokowali represje. Niemcy w 1944 roku zabili w Warszawie 100 tys. cywili, ponieważ Sowieci najpierw podjudzali ludność lokalną do powstania, a potem odmówili im pomocy. W stalinowskim Gułagu w latach 1941-43 zginęły osoby, skazane co prawda na sowiecki obóz pracy, ale pozbawione jedzenia wskutek niemieckiej inwazji. Czy ci ludzie byli ofiarami Stalina czy Hitlera? A może jednego i drugiego? © New York Review of Books, distr. by NYT Synd. Tłum. TK
Od 60 lat opis samobójstwa Adolfa Hitlera i Ewy Braun wzbudza wiele kontrowersji i dyskusji. Na początku obecnej dekady FBI odtajniło dokumenty, z których wynika, że wśród amerykańskich elit politycznych i wojskowych panowało po wojnie przekonanie, jakoby Adolf Hitler nie popełnił samobójstwa i zdołał w 1945 r. uciec z Niemiec do Ameryki Południowej. Na podstawie ujawnionych informacji badacze Simon Dunstan i Gerrard Williams przeprowadzili drobiazgowe śledztwo, a jego sensacyjne wyniki opublikowali w książce „Szary wilk. Ucieczka Adolfa Hitlera". Szczegółowo analizując różne fakty, dokumenty i poszlaki, autorzy książki doszli do wniosku, że wódz III Rzeszy nie tylko nie odebrał sobie życia, ale razem z Ewą Braun zdołał wydostać się z okrążonego Berlina i uciec przez Danię do hiszpańskiej bazy wojskowej Rens na południe od Barcelony. Stamtąd dzięki pomocy hiszpańskiego dyktatora gen. Francisco Franco para poleciała na Fuerteventurę (Wyspy Kanaryjskie). Dunstan i Williams uważają, że należąca do Hiszpanii wyspa była ostatnim przystankiem przed podróżą do Argentyny. Pierwsza para nieistniejącej już III Rzeszy została przewieziona do Ameryki Południowej na pokładzie U-Boota, który był rzekomo widziany przez kilku mieszkańców Fuerteventury. Po przybyciu do Argentyny Hitler miał zamieszkać ze swoją żoną w wiejskim domu nad jeziorem, położonym w zalesionej okolicy zwanej Inalco. Hitlerowie utrzymywali się ponoć ze sprzedaży zrabowanego podczas wojny złota i kamieni szlachetnych. Małżeństwo miało mieć dwie córki, które – według autorów tej hipotezy – mają dziś własne dzieci. Można więc powiedzieć, że Dunstan i Williams są przekonani, iż w Argentynie żyją potomkowie Ewy Braun i Adolfa Hitlera, otoczeni stałą opieką potomków ludzi wiernych do końca swojemu wodzowi. Pikanterii tej historii dodaje twierdzenie, że o spokojnym życiu zbrodniarza i jego żony doskonale wiedziały amerykańskie i argentyńskie służby specjalne. Dunstan i Williams utrzymują, że Hitler kupił sobie spokojną starość w zamian za przekazanie Amerykanom niemieckich technologii wojskowych, które nie zostały użyte w czasie II wojny światowej. Faktycznie, w latach 1944–1945 Adolf Hitler dość często w prywatnych rozmowach wspominał o tzw. cudownej broni (Wunderwaffe), która miała doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa Niemiec (Endsieg). Amerykańscy badacze nie wzięli jednak pod uwagę, że zarówno „cudowna broń", jak i „ostateczne zwycięstwo" były określeniami stosowanymi w niemieckiej propagandzie już od I wojny światowej. To hasła agitatorskie o czysto sloganowym wydźwięku. Nie musiały się za nimi kryć żadne konkretne przesłanki czy obiekty. Po wojnie historycy często próbowali dociec, czym była Wunderwaffe Hitlera. Pojawiały się hipotezy, że chodziło przede wszystkim o osiągnięcia niemieckiego lotnictwa wojskowego, w tym samoloty myśliwskie Messerschmitt Me 163 napędzane silnikiem rakietowym, myśliwce odrzutowe Heinkel He 162 Volksjäger lub odrzutowe bombowce Arado Ar 234, służące także do celów rozpoznawczych. Każdą z tych maszyn można uznać za wielkie osiągnięcie techniczne, ale nie były one w stanie zmienić losów wojny. Zresztą niektóre z nich, jak bombowiec Ar 234, trafiły w ręce Amerykanów i Rosjan jako zdobycz wojenna. Gdyby uznać rewelacje Dunstana i Williamsa za prawdziwe, należałoby założyć, że Hitler za nietykalność musiałby zapłacić Amerykanom czymś, czego zwycięzcy nie byliby w stanie zdobyć i co miałoby naprawdę ogromne znaczenie dla rozwoju amerykańskiej obronności po wojnie. Co naprawdę wydarzyło się w berlińskim bunkrze? Rano 29 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler pospiesznie poślubił Ewę Braun. Do bunkra udało się sprowadzić walczącego w oddziale Volkssturmu 34-letniego urzędnika partyjnego Waltera Wagnera, który poprowadził skromną uroczystość zaślubin. Kilka dni później zginął podczas walk o jedną z centralnych ulic Berlina. Znany dzisiaj opis ostatnich godzin życia Adolfa Hitlera i jego żony zawdzięczamy angielskiemu historykowi Hugh Trevorowi-Roperowi. Jako oficer SIS (brytyjski wywiad wojskowy, nazywany także MI6) przesłuchał on kilka osób, które przebywały w bunkrze Hitlera od 28 do 30 kwietnia 1945 r. Na podstawie tych zeznań oraz na podstawie dokumentów o dość niepewnym pochodzeniu, odnalezionych lata później przez innego brytyjskiego historyka Davida Irvinga, przyjęło się uważać, że 30 kwietnia 1945 r. prawdopodobnie o Adolf Hitler popełnił samobójstwo wraz ze swoją żoną. Wiarygodność metodologii badawczej przyjętej przez Trevora-Ropera i Irvinga jako pierwszy podważył Nicolaus von Below, były pułkownik i adiutant Führera ds. Luftwaffe. Below zarzucił Irvingowi fałszowanie lub ignorowanie niektórych źródeł historycznych. Dotyczyło to np. rzekomo odnalezionych zapisków Ewy Braun, które – jak się okazało później – zostały sfałszowane przez Luisa Trenkera. Podobnie rzecz się miała z „odnalezionym w Moskwie" dziennikiem Nicolausa von Belowa. W 1980 r. były adiutant Hitlera, którego można uznać za bardzo wiarygodne źródło, oświadczył, że książka „Ostatnie dni Hitlera" pióra oksfordzkiego profesora Hugh Trevora-Ropera, w której zresztą on sam był cytowany aż na 30 stronach, jest „zbiorem wyjątkowych bzdur". Below do końca życia twierdził, że informacje o śmierci Hitlera oparto na fałszywych zeznaniach wymuszonych podczas przesłuchań, które prowadził Trevor-Roper jako oficer SIS. Wydana w 1947 r. książka „Ostatnie dni Hitlera" ugruntowała przekonanie milionów ludzi na świecie, że 30 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler wraz ze swoją żoną zamknął się w prywatnym saloniku berlińskiego bunkra. Kilkadziesiąt sekund po tym, jak padł pojedynczy strzał, do saloniku wszedł osobisty adiutant wodza sturmbannführer Otto Günsche, który po chwili powrócił do mapiarni i chłodno oświadczył zebranym tam ludziom: „Führer nie żyje". Ta część opisu nie wzbudza podejrzeń. Niepokój może budzić dopiero fakt, że z saloniku Hitlera wyniesiono ciała okryte kocami. Kto znajdował się pod kocem i czy rzeczywiście były to zwłoki zastrzelonego małżeństwa Hitlerów, pozostaje tajemnicą. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Ostatnią osobą (oprócz Günschego), która widziała żywego Adolfa Hitlera, miała być Magda Goebbels, żona ministra propagandy i gauleitera Berlina. Podobno miała na kolanach błagać wodza, by zrezygnował z samobójstwa i uciekł z Berlina. Może zastanawiać, że Magda Goebbels wiedziała o możliwości takiej ucieczki. Wbrew później rozpowszechnianym opiniom Berlin nie był bowiem pułapką bez wyjścia. Kilku osobom z otoczenia wodza udało się uciec z obleganego miasta. Nicolaus von Below twierdził, że Trevor-Roper należał do tej grupy brytyjskich śledczych, którzy „wszelkimi sposobami próbowali wyciągnąć to, co chcieli usłyszeć". W świetle rewelacji opublikowanych przez Dunstana i Williamsa słowa byłego adiutanta Führera brzmią niepokojąco. Dlaczego oficerom brytyjskiego wywiadu wojskowego miałoby zależeć na stworzeniu takiej, a nie innej historii o samobójczej śmierci niemieckiego dyktatora? Listy gończe za Adolfem Hitlerem We wrześniu 1945 r. sowiecka prasa zaczęła oskarżać Brytyjczyków, że udzielili azylu Adolfowi Hitlerowi. Znamienne, że to właśnie historyk Trevor-Roper został wyznaczony do odparcia sowieckich oskarżeń. Rząd brytyjski natychmiast wspomógł wydanie jego książki „Ostatnie dni Hitlera". Dziesięć lat po jej publikacji Trevor-Roper zaczął przejawiać dziwną niepewność co do faktów, które sam wcześniej opisał. W wywiadzie dla berlińskiej gazety „Der Monat" stwierdził: „W ciągu tych dziesięciu lat kilka tajemnic ostatniej wojny wyszło na jaw, kilka stało się jeszcze bardziej tajemniczymi. (...) Napisano nowe artykuły i książki, podano w wątpliwość lub nawet odwołano wcześniejsze ustalenia". Wtajemniczeni wiedzieli, że miał duże wątpliwości co do prawdziwości opisu ostatnich godzin życia Adolfa Hitlera. Być może bał się kompromitacji i był gotowy zawczasu zakwestionować własne ustalenia. Te wahania skończyły się, kiedy z rąk królowej otrzymał tytuł lorda Dacre i został przyjęty w skład Izby Lordów. Dość nietypowy zaszczyt jak na zwykłego historyka. Trevor-Roper wiedział, że jego opis jest niepełny. Niestety, nie mógł przesłuchać ważnych dla śledztwa świadków pozostających w niewoli sowieckiej, w tym przede wszystkim: adiutanta Hitlera Otto Günschego, komendanta straży przybocznej Johanna Rattenhubera, kamerdynera Heinza Lingego, kapitana lotnictwa Hansa Baura oraz oficera gwardii przybocznej Harry'ego Mengerhausena. Była to grupa oficerów, którzy wraz z reichsleiterem Martinem Bormannem weszli do saloniku Hitlerów tuż po ich domniemanym samobójstwie i wynieśli zawinięte w koce zwłoki, aby spalić je przy użyciu zaledwie 40 litrów benzyny w leju po bombie przed bunkrem. Znamienny jest fakt, że chociaż tuż po wojnie Rosjanie zarzucali Brytyjczykom udzielenie azylu Hitlerowi, to już w 1956 r. nie zgadzali się na jakikolwiek kontakt tej grupy trzymanych w niewoli Niemców z brytyjskimi śledczymi. Co ciekawe, żyjący wtedy na wolności świadkowie ostatnich dni Hitlera, tacy jak choćby Erich Mansfeld, wyrażali wątpliwości co do prawdziwości opisanych przez Trevora-Ropera wydarzeń. Tak naprawdę jedynymi, którzy nie negowali opisu z jego książki, byli przywódca Hitlerjugend Artur Axmann oraz szofer Führera Erich Kempke. Już w czasie pobytu w amerykańskiej niewoli twierdzili oni, że widzieli wynoszone przez Günschego i Bormanna zwłoki Adolfa i Ewy Hitlerów. W maju 1945 r. na osobiste polecenie Józefa Stalina do Berlina przybył specjalny oddział śledczych kontrwywiadu NKWD, który drobiazgowo badał pomieszczenia berlińskiego bunkra Hitlera. Czego tam szukali? W przesłanym prawdopodobnie samemu Stalinowi raporcie znajdował się następujący opis: „Na podstawie dużej liczby rozbryzgów i strużek krwi na sofie należy wnioskować, że zranieniu towarzyszyło wydatne wynaczynienie, wobec czego należy je określić jako zagrażające życiu. W momencie zranienia dana osoba musiała siedzieć w prawym rogu sofy przy poręczy (...). Uszkodzenie głowy było następstwem strzału w głowę, a nie uderzenia ciężkim przedmiotem". Wydawałoby się, że ten raport zamykał sprawę. Jest jednak problem z jego wiarygodnością. Zdjęcia wykonane przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zajęli bunkier przed przybyciem śledczych z NKWD, nie pokazują opisanego rozbryzgu krwi na ścianie. Pokój jest czysty jak na wystawie. Ciekawe jest też, że nigdy nie znaleziono nadpalonych czy niedopalonych ciał, tak jak w wypadku rodziny Goebbelsów. Czaszka – fałszywy trop 9 czerwca 1945 r. marszałek Gieorgij Żukow oświadczył publicznie: „Nie odkryliśmy żadnych zwłok, które mogłyby być zidentyfikowane jako zwłoki Hitlera. Wszystko jest w najwyższym stopniu tajemnicze". Na jeszcze bardziej śmiałą uwagę pozwolił sobie niejaki pułkownik Bazarin, który stwierdził bez ogródek: „Moim zdaniem Hitler znalazł jakąś kryjówkę i żyje sobie gdzieś w Europie, prawdopodobnie u generała Franco". W 1947 r. na półkach nowojorskich księgarń pojawiła się książka „Speaking Frankly" autorstwa amerykańskiego sekretarza stanu Jamesa E. Byrnesa. Na stronie 68 pierwszego wydania znajduje się niezwykle ciekawa informacja. Według Byrnesa Stalin podczas konferencji poczdamskiej zadeklarował, że wierzy, iż Hitler żyje w Hiszpanii lub Argentynie. Z kolei 3 maja 1945 r. Agencja Reutera podała, że prezydent Harry Truman jest głęboko przekonany, że Hitler na pewno nie żyje. Skąd tak ogromna rozbieżność między przywódcami nowych światowych supermocarstw? Być może śmierć Hitlera była wstępem do wielkiej wojny propagandowej, jaką mocarstwa miały toczyć między sobą przez następne pół wieku. Sam Stalin twierdził, że „bajka" o śmierci Hitlera w berlińskim bunkrze jest zwykłym „faszystowskim trikiem", który umożliwił mu ucieczkę przed sprawiedliwością. Ta wypowiedź jest sprzeczna z tym, co Stalin musiał już wtedy wiedzieć od swoich ludzi prowadzących śledztwo w Berlinie. W maju 1945 r. jednostka kontrwywiadu NKWD odnalazła bowiem dentystkę Hitlera Kathe Hausermann i technika dentystycznego Pritza Echtmanna, który przez lata wykonywał protezy dla Adolfa Hitlera. Obydwojgu przedstawiono odnalezione gdzieś w okolicach bunkra ludzkie kości, w tym fragment czaszki i żuchwę. Na podstawie zębów, koronek i uzupełnień dentystka i protetyk stwierdzili jednoznacznie, że była to żuchwa Adolfa Hitlera. Dziwią dalsze losy tych szczątków. Część z nich umieszczono w magdeburskich koszarach, a do Moskwy wywieziono jedynie fragment czaszki, który był przebity na wylot pociskiem kal. 7,65 mm. Sowieckim śledczym wszystko wydawało się jasne, ponieważ według zeznań świadków Hitler posiadał dwa osobiste pistolety Walther: kaliber 7,65 i kaliber 6,35. Stalin, przekonany już o samobójczej śmierci Hitlera, zachował fragment czaszki jako swoisty fetysz po swoim największym wrogu. W kwietniu 1970 r. szef KGB Jurij Andropow wydał polecenie zniszczenia przechowywanych w koszarach w Magdeburgu domniemanych doczesnych szczątków małżeństwa Hitlerów. Pozostawiono jedynie przechowywany na Kremlu fragment czaszki z dziurą po kuli. Miał on na zawsze stanowić dowód samobójczej śmierci Hitlera. Jednak badania DNA przeprowadzone na Uniwersytecie Connecticut przez amerykańskiego archeologa dr. Nicka Bellantoniego bezsprzecznie dowiodły, że znajdująca się w archiwach FSB „czaszka Hitlera" jest czaszką kobiety w wieku 20–40 lat. Adolf Hitler 20 kwietnia 1945 r. ukończył 56 lat. Mógł to więc być fragment czaszki Ewy Hitler, która w chwili domniemanej śmierci miała 33 lata. Problem jednak w tym, że wszyscy świadkowie twierdzili, że żona wodza umarła wyłącznie od zatrucia cyjankiem potasu. Komunistyczne manipulacje? Zdaniem niemieckiego historyka Wernera Masera Sowieci świadomie fałszowali historię śmierci Hitlera w celu wykorzystania jej w wojnie propagandowej z państwami zachodnimi. Negowanie samobójstwa Hitlera miało oczernić Amerykanów i Brytyjczyków jako tych, którzy chronią zbrodniarza w zamian za jego złoto, a jego samego przedstawić jako tchórza, który niczym szczur uciekł przed karzącą ręką sprawiedliwości. Dopiero w 1968 r., a więc aż 15 lat po śmierci Stalina, radziecki historyk Lew Bezymienski stwierdził, że nie ma żadnych podstaw, aby uważać, że Hitler uciekł z berlińskiego bunkra. Kwestią dyskusyjną pozostawała jednak forma tego samobójstwa. Historycy państw bloku wschodniego przez długie lata uważali, że odebranie sobie życia strzałem w głowę było zbyt honorowe dla takiego zbrodniarza jak Hitler. Werner Maser podkreślał, że szczególnie historycy z NRD mieli obowiązek przedstawiania śmierci Hitlera jako haniebnej. Potwierdzają to ostre słowa Olafa Groehlera, który w pracy „Das Ende der Reichskanzlei", opublikowanej w 1976 r. na zlecenie Instytutu Historii Akademii Nauk NRD, pisał: „Koniec Adolfa Hitlera nie był ani chwalebny, ani tragiczny. Nie poległ, jak skłamał jego następca Dönitz, w walce, zabijając się z rewolweru, ale kazał, żeby adiutant odstrzelił go jak psa po zażyciu wraz z Ewą Braun cyjanku potasu". Pozostaje pytanie: skoro przechowywany na Kremlu fragment czaszki nie należał do Adolfa Hitlera, to czy możemy uznać, że pozostałe kości zniszczone na rozkaz Jurija Andropowa mogły był szczątkami małżeństwa Hitlerów? W swoim testamencie z 29 kwietnia 1945 r. Hitler kazał napisać: „Ja sam i moja żona wybieramy, aby uniknąć hańby ucieczki i kapitulacji, śmierć. Jest naszą wolą, aby nas natychmiast spalono w tym miejscu, gdzie wykonywałem największą część swojej pracy w 12-letniej służbie mojemu narodowi". Czy Adolf Hitler miał wówczas świadomość, że spalenie jego zwłok jest w zaistniałych okolicznościach rozkazem niewykonalnym? Nie wiadomo, skąd Otto Günsche, Johann Rattenhuber, Heinz Linge i Erich Kempke wzięli aż dwa 20-litrowe kanistry benzyny. Czyżby takie paliwo zostało zachowane na czarną godzinę, by umożliwić wodzowi ucieczkę z okrążonego miasta? Jest pewne, że zwłoki dwojga dorosłych osób nie mogły zostać skremowane przy użyciu zaledwie 40 litrów benzyny. Jaki był więc dalszy los truchła zbrodniarza? Żadna relacja nie wskazuje, aby ktokolwiek te zwłoki przenosił, zakopywał lub dalej próbował spalić. Podobna próba spalenia ciał Josepha i Magdy Goebbelsów, którzy mieli przeżyć Hitlera zaledwie o kilka dni, spowodowała jedynie zwęglenie skóry i upiorną deformację zwłok byłego ministra propagandy. Jego ciało oraz zwłoki jego żony i dzieci nie zostały nawet zakopane w ogrodzie Kancelarii Rzeszy, lecz pozostawione niczym odpady na środku dziedzińca przed bunkrem. A przecież w chwili śmierci Joseph Goebbels był oficjalnie kanclerzem III Rzeszy. Hitler na Antarktydzie? W 1952 r. nowojorski miesięcznik „The National Police Gazette" opublikował wywiad z anonimowymi świadkami z otoczenia Hitlera – panem X i panem – którzy twierdzili, że 30 kwietnia 1945 r. esesmani z otoczenia Führera, z Günschem na czele, zainscenizowali samobójstwo małżeństwa Hitlerów oraz wyniesienie ich zwłok przed bunkier. Zdaniem tych świadków jeszcze tego samego dnia Adolf Hitler i jego żona zostali wywiezieni z Berlina niewielkim samolotem rozpoznawczym Fieseler Fi 156 Storch, a po przesiadce w północnych Niemczech lub Danii polecieli do Norwegii, skąd łódź podwodna zabrała ich w kierunku Antarktydy. Wywiad dla nowojorskiego pisma brzmiał wówczas jak piramidalna bzdura. Wywołał jednak dość duży niepokój wśród amerykańskiej opinii publicznej. Dzisiaj niepokoi zgodność niektórych szczegółów ze śledztwem przeprowadzonym przez Simona Dunstana i Gerrarda Williamsa. Nie jest to zresztą pierwsza tego typu spekulacja o ucieczce Hitlera z Berlina drogą powietrzną. Równie intrygująca jest tajemnicza wizyta w berlińskim bunkrze 26 kwietnia 1945 r., a więc trzy dni przed domniemanym samobójstwem Hitlera, rannego generała pułkownika (generaloberst) Roberta Rittera von Greima i pilotki Hanny Reitsch. W rozmowach z ludźmi z otoczenia wodza nie ukrywali oni, że zamierzają go wywieźć pod osłoną nocy. Hanna Reitsch zeznała wiele lat później, że Hitler odmówił przyjęcia pomocy, ale w uznaniu odwagi mianował von Greima feldmarszałkiem i głównodowodzącym Luftwaffe. Z nielicznych zeznań świadków wynika, że oboje opuścili bunkier wodza 28 kwietnia. Wykorzystując niezniszczony jeszcze fragment Unter den Linden, Hanna Reitsch w popisowy sposób wystartowała spod Bramy Brandenburskiej samolotem szkoleniowym Arado 96 i przeleciawszy tuż nad głowami sowieckich żołnierzy 3. Armii Uderzeniowej, wyrwała się wraz z nowym dowódcą Luftwaffe z okrążonego Berlina. Nie ma żadnej pewności, że na pokładzie tego samolotu znajdował się ktoś oprócz nich. Zastanawiać może jedynie cel ich wizyty. Fakty i mity We wrześniu 2013 r. zmarł były oberscharführer SS Rochus Misch. Wraz z drugim esesmanem Johannesem Hentschlem służył jako ochroniarz, operator centrali telefonicznej i kurier wodza III Rzeszy. 2 maja 1945 r. Misch opuścił bunkier i usiłował uciec z Berlina, ale został aresztowany przez Armię Czerwoną. Po dziewięciu latach w sowieckiej niewoli wrócił do Niemiec. Przez lata twierdził, że widział zwłoki Adolfa Hitlera. Jego historii nikt jednak nie potwierdził. Wcześniejsze zeznania świadków wykluczały go z grona osób uczestniczących w „ostatniej drodze" Hitlera. Misch starannie wykorzystywał swój status świadka i udzielał coraz liczniejszych wywiadów. We własnych opowiadaniach urósł ze zwykłego sierżanta obsługującego centralkę telefoniczną do osobistego ochroniarza czuwającego przy wodzu dzień i noc. W miarę upływu lat kreślił coraz cieplejszy obraz Hitlera jako wspaniałego szefa. Nic jednak nie wskazuje, że mógł rzeczywiście widzieć wynoszone zwłoki Hitlera. O wiele bliższa prawdy wydaje się scena pokazana w filmie Olivera Hirschbiegela „Upadek" z 2004 r.: Misch widzi jedynie, jak Otto Günsche wynosi z salonu jakieś ciało zawinięte w koc, a za nim pojawia się Martin Bormann trzymający na rękach owinięte kocem domniemane zwłoki Ewy Braun. Silnie podkolorowane „zeznania" Rochusa Mischa mogą wskazywać, że tak naprawdę należy bardzo ostrożnie podchodzić do relacji z ostatnich dni życia Hitlera. Ujawnione w ostatnich latach dokumenty FBI też nie są żadnym dowodem wyjaśniającym sprawę, jedynie powodują jeszcze większy bałagan poznawczy. Wskazują one, że Adolf Hitler uciekł z Niemiec dziesięć dni po swoim sfabrykowanym samobójstwie i w otoczeniu 50 osób udał się przez Hiszpanię i Wyspy Kanaryjskie do Argentyny. Tam zgolił złowrogi wąsik, zapuścił brodę i wiódł spokojne życie ojca rodziny. Autorzy książki „Szary wilk. Ucieczka Adolfa Hitlera" twierdzą, że zmarł 13 lutego 1962 r. w wieku 73 lat. Na podstawie ich śledztwa powstał miniserial dokumentalny kanału History – „Polowanie na Hitlera". Historycy na całym świecie przyjęli jednak rewelacje głoszone przez Dunstana i Williamsa z olbrzymim dystansem.
książki z kategorii Beletrystyka wszystkie fantasy, science fiction klasyka kryminał, sensacja, thriller literatura piękna powieść historyczna Literatura faktu wszystkie biografia, autobiografia, pamiętnik reportaż publicystyka literacka, eseje Literatura popularnonaukowa wszystkie historia popularnonaukowa Pozostałe wszystkie poradniki militaria, wojskowość religia Tagi Najpopularniejsze: Najpopularniejsze: hitler milosc milosierdzie milość milość pocałunek milszewski milva geralt mimesis malewicz... mimi mimo to mimo wszystko mimotowatość minaret pozycja mindfullness mine minerał minerały minerwa... minette walters ming minho mini cooper miniatury miniaturzystka minimalizm... ministranci ministrant mino raiola ajax... minotaur minus minuty słabość ob... Autorzy Najpopularniejsi: Najpopularniejsi: Andrzej Pilipiuk Éric-Emmanuel Schmitt George Orwell Erich Maria Remarque Bohumil Hrabal Richard Dawkins Joanna Jax Wiktor Suworow Bogusław Wołoszański Piotr Zychowicz Józef Mackiewicz Antony Beevor Hans Hellmut Kirst Józef Hen Stefan Kisielewski Cykle Najpopularniejsze: Najpopularniejsze: Historia Trzeciej Rzeszy brak Spowiedź Hitlera Brak Historia II wojny światowej [Bellona] Gregory Sallust Message to Adolf Sortuj: BYŁ SOBIE raz dziwny mały człowieczek, który podjął trzy ważne życiowe decyzje: 1. Zrobił sobie przedziałek po innej stronie niż wszyscy. 2. Zapuścił sobie mały kanciasty wąsik. 3. Postanowił, że zdobędzie władzę nad światem. Dodał/a: konto usunięte W ł a d z a ! Pomyśl; im bardziej człowiek jest pomylony, tym więcej może mieć władzy! Na przykład Hitler. Aż się w głowie kręci, nie? Warto się nad tym zastanowić Dodał/a: tyberiusz Religia żydowska kładzie nacisk na szacunek, chrześcijańska na miłość. Zadaję sobie pytanie: czy szacunek nie jest ważniejszy od miłości? A także łatwiejszy do zastosowania... Kochać swojego nieprzyjaciela, jak proponuje Jezus, i nadstawiać drugi policzek, uważam, że to godne podziwu, ale trudne do wykonania. Zwłaszcza w tej chwili. Nadstawiłbyś drugi policzek Hitlerowi, powiedz? - Nigdy! - Ja też nie! To prawda, że nie jestem godny Chrystusa. Życia mi nie starczy, by go naśladować... Ale czy miłość może być obowiązkiem? Czy można rozkazywać sercu? Nie sądzę. Według wielkich rabinów szacunek jest lepszy od miłości. Jest trwałym zobowiązaniem. To mi się wydaje możliwe. Mogę szanować tych, których nie lubię, lub tych, którzy są mi obojętni. Ale kochać? Zresztą czy muszę ich kochać, skoro ich szanuję? Miłość to trudna rzecz, nie można jej wywołać ani kontrolować, ani też zmusić, aby trwała. Tymczasem szacunek... Dodał/a: Donnie Darko Wystarczyło tu i tam powiedzieć 'Heil Hitler' i wszystko było cacy. Dodał/a: konto usunięte Pozbycie się Hitlera kosztowało trzydzieści milionów ludzkich istnień. Najemnik mógłby tego dokonać przy pomocy jednej kuli, kosztującej mniej niż szylinga. Dodał/a: MacG Gdy Tomek nie słucha Zosi, pouczam go, że Hitler, jak był mały, zawsze słuchał swojej mamy. Dodał/a: PannaJoanna Zza drgającego żaru widać było brunatne koszule i swastyki. Nie ludzi, tylko mundury i emblematy. Dodał/a: iuss Nawet Adolf Hitler, powszechnie uznawany za uosobienie bezgranicznego zła, "ustępuje" pod pewnymi względami Kaliguli czy Dżyngis-chanowi. Bez wątpienia Hitler zabił więcej ludzi niż chan Mongołów, ale miał do dyspozycji XX-wieczną technikę. Czy jednak Hitler czerpał osobistą przyjemność z przyglądania się swym ofiarom "zalanym krwią i łzami", co bez wątpienia bardzo bawiło Dżyngis-chana? Chyba nie - osądzamy Hitlera jako wcielenie zła, kierując się współczesnymi kryteriami, to moralny Zeitgeist jest dziś zupełnie inny niż w czasach Kaliguli, tak samo, jak zmieniła się przez ten czas technika. Hitler jest dla nas tym, czym jest, gdyż zmieniły się nasze standardy - złagodnieliśmy. Dodał/a: piotr111 Sądziliśmy, że Niemcy są słabe, a Hitler blefuje. Dodał/a: Mroczne-Strony Hitler (...) zabijał i wcale nie chciał, aby go kochano, przyznawano rację, sprawiedliwość oraz humanitaryzm. Stalin zabijał i domagał się od swych ofiar miłości oraz potwierdzenia, że jest najlepszym przyjacielem ludzkości [przedmowa Andrzeja Szczypiorskiego]. Dodał/a: Marcin Senderski Poprzednie 1 2 3 4 5 6 ... 12 13 Następne Popularne artykuły
Jeden z najbardziej krwawych zbrodniarzy w dziejach. Twórca III Rzeszy, odpowiedzialny za śmierć kilkudziesięciu milionów ludzi. Czy Adolf Hitler mógł przeżyć II wojnę światową? Co na ten temat sądzi Krzysztof Jackowski, słynny jasnowidz z Człuchowa? Pod koniec kwietnia bieżącego roku FBI pokazało dokumenty, z których wynikało, że amerykańskie służby tuż po II wojnie sprawdzały informacje dotyczące Adolfa Hitlera. Wielu świadków zeznało, że zbrodniarz miał przypłynąć do Argentyny łodzią podwodną. Co na ten temat sądzi Krzysztof Jackowski, słynny jasnowidz z Człuchowa? - Logicznie - przecież wielu esesmanów uciekło do Ameryki Południowej. Ci, którzy mieli wątpliwości, uciekli. Nie wierzę w to, że Hitler dał się zabić. Ja uważam, że Hitler uszedł z życiem, jestem co do tego przekonany - powiedział Krzysztof Jackowski w rozmowie z - Uważam, że ten morderca uciekł z rodziną i oko mu nie zadrżało, żeby upozorować zabójstwo jakichś innych ludzi i ich podpalić. W moim odczuciu Hitler przeżył wojnę i przygotował się na ucieczkę - dodał wizjoner z Człuchowa.
Adolf Hitler to jedna z najgorszych postaci w historii świata. Straszliwy dyktator i tyran winny śmierci milionów osób. To on wywołał II wojną światową i chciał zetrzeć z powierzchni ziemi Polskę. Szaleniec, który miał obsesję na tle rasowym i etnicznym, pełen kompleksów. Pochodził z Austrii. Był niemieckim kanclerzem, przywódcą partii NSDAP, ale też Człowiekiem Roku tygodnika Time. Zbrodniarz wojenny i faszysta. To wszystko wiemy ze szkoły, ale w jego życiorysie jest kilka ciekawostek, o których na pewno nie miałeś pojęcia! Ministrant, uzależniony od czekolady i lekoman. Co jeszcze kryje się w życiorysie Hitlera?1. Adolf Hitler był rasistą, który chciał każdego Żyda wysłać na śmierć. Co ciekawe, pierwszą młodzieńczą miłością Hitlera była właśnie żydowska dziewczyna. Późniejszy tyran zakochał się w Stefanie Isak, gdy miał 16 lat. Nigdy jednak nie powiedział dziewczynie o swoich uczuciach, nie zdradził, że ją kocha. Zamiast tego chciał ją porwać i wraz z nią uciec albo przekonać ją do wspólnego samobójstwa!2. Mały Adolf wcale nie chciał być dyktatorem, ale księdzem! W swojej książce "Mein Kampf" zapisał, że lokalny duchowny, z jego rodzinnej miejscowości bardzo go inspirował. Hitler chodził też do szkółki niedzielnej, śpiewał w chórze kościelnym i pomagał we mszy jako ministrant. 3. Jednym z szalonych planów Adolfa Hitlera był atak na Moskwę, by zająć ją i przerobić na jezioro! Miał to zrobić poprzez otwarcie śluz na Kanale im. Moskwy. Do zrobienia z miasta jeziora jednak nie doszło. 4. Hitler brał udział już w I wojnie światowej, która nie skończyła się dla niego pomyślnie. Otóż został na niej pozbawiony jednego jądra. Stracił je w czasie bitwy nad Sommą w 1916 roku, gdy był zraniony w podbrzusze. Od lekarza, który go ratował, chciał wiedzieć, czy w przyszłości będzie mógł zostać Ciekawostką z życiorysu Hitlera było to, że przeszedł na wegetarianizm. Nie znosił okrucieństwa wobec zwierząt, co jednak nie przeszkadzało mu wysyłać ludzi na śmierć. Jeszcze przed wojną, w 1937 roku Hitler jadł mięso, ale później został jaroszem. Oprócz stosowania diety, stronił też od alkoholu i Adolf Hitler podobno romansował ze swoją siostrzenicą. Nie wiadomo, czy to prawda. Pewnym jednak jest, że dziewczyna żyła z dala od znajomych, a w 1931 roku postanowiła popełnić samobójstwo!7. Hitler był nie tylko Człowiekiem Roku tygodnika Time, ale i nominowanym do Pokojowej Nagrody Nobla! W 1939 roku został nominowany do prestiżowej nagrody przez członka parlamentu Był lekomanem. Jak wynika z notatek i listów doktora, który leczył Adolfa Hitlera, tyran przyjmował bardzo dużo leków. Ile? Podobno aż 80 różnych środków. Ponoć lekarstwem, które brał najczęściej były pigułki zawierające w swoim składzie Hitler był uzależniony od... czekolady, której codziennie pałaszował kilogram. Miał nawet plan, by w czekoladzie przemycić bombę, która miałaby zabić Winstona Churchilla. 10. Adolf Hitler miał bratanka, który walczył w czasie wojny przeciw Niemcom. Przyrodni brat Hitlera miał syna, który urodził się w Liverpoolu. Bratanek w 1933 roku przeniósł się do Niemiec i zaczął pracę u Hitlera. Niestety, wujek nie doceniał chłopaka. Do młodego Williama Patricka Hitlera przysyłano listy z pogróżkami, chłopak przestraszył się nie na żarty. Adolf Hitler zażądał, by William zrezygnował z brytyjskiego obywatelstwa. Bratanek wyczuł, że coś jest nie tak jak być powinno i wyjechał. W 1939 roku zaciągnął się do marynarki wojennej w USA i walczył przeciw Niemcom.
czy hitler kogoś zabił